Moskwa Plac Czerwony

Moskwa pierwsze wrażenia

Nie przepadam za Putinem. Absolutnie nie popieram jego polityki. Ani tej wewnętrznej, ani międzynarodowej. Ale zaczynam do niego żywić pewnego rodzaju szacunek. Jest konsekwentny w tym, co robi. A jego działania przynoszą konkretne efekty.

Na czas mundialu Rosja miała się stać miłym i przyjaznym krajem. Co prawda, tylko dla turystów. I może nie cała. Może tylko miasta, w których odbywały się piłkarskie imprezy. Ale nawet to było ogromnym wyzwaniem. Trudno jest w ciągu dość krótkiego okresu czasu zmienić mentalność służb, zamieść wszystkie śmieci pod dywan, a w szafach poukrywać trupy. A zamiatać i urywać było co. Nie wiem, jak w innych miastach, ale w przypadku Moskwy plan się powiódł. Na jakiś czas stała się całkiem fajnym miastem.

Myśl o tym, że mam w Moskwie spędzić tydzień trochę mnie niepokoiła. Chyba zbyt zasugerowałem się antyrosyjską narracją tak chętnie serwowaną przez nasz rząd. A także sensacyjnymi artykułami o mafii, porwaniach, zamachach, biedzie w starciu z bogactwem. Tymczasem Moskwa na czas mundialu w magiczny sposób przemieniła się w cywilizowane i sympatyczne miasto. W magiczny, bo większość zmian polegała na znikaniu bądź pojawianiu się różnych rzeczy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Z ulic i metra zniknęli bezdomni i żebracy. Z murów poznikało chamskie graffiti, podobnie jak i śmiecie z chodników. Jak grzyby po deszczu pojawiły się mapki i drogowskazy w języku angielskim. Darmowy internet z hot spotów wi-fi zalał całe miasto. Zrobiło się jakby miło i bezpiecznie.

Mundialowa Moskwa dała się lubić. I wcale nie chodzi o to, że przed imprezą wszystko wyszykowano na tip top, że malowano trawę na zielono itp.. Moskwa dała się lubić dzięki jej mieszkańcom. Dużo złego mówi się o Rosjanach, ale na poziomie czysto ludzkim to bardzo sympatyczni ludzi. Począwszy od policji, która na pewien, być może krótki okres zaczęła służyć i chronić, zamiast gnębić i straszyć. Po wszelkiej maści pracowników odpowiedzialnych za obsługę klienta w knajpach, muzeach, komunikacji miejskiej. Mały kawałek zalaminowanego papieru o wdzięcznej nazwie Fan ID potrafił wydobyć z ludzi uśmiech i życzliwość. Takie cuda tylko w Rosji Putina. 

Sielankową atmosferę nieco psuły ustawione w wielu miejscach bramki do wykrywania metalu oraz notoryczne prześwietlanie rzeczy osobistych. Jednak wszystkie te czynności, choć upierdliwe, odbywały się sprawnie i w poprawnej atmosferze. Przed wyjazdem przemknęło mi przez myśl „czy aby warto ryzykować, przecież taka impreza to doskonały czas na wszelkiego rodzaju zamachy”. Na miejscu zobaczyłem ile osób dba o bezpieczeństwo i moje obawy nieco przycichły. Z resztą żyjemy w czasach, gdy zwykły spacer po Paryżu czy Londynie może skończyć się tragicznie. Podejrzewam, że dla rosyjskich władz zapewnienie bezpieczeństwa było bezwzględnym priorytetem, bo w razie czego skończyłoby się międzynarodowym skandalem, a Rosja na długo straciłaby twarz.

Moskwa jako miasto bardzo mi się spodobało. Nawet przez kilka chwil myślałem, by powrócić tam za jakiś czas. Przecież  jest tyle do zobaczenia. Jednak po kilku miesiącach doszedłem do wniosku, że  to zły pomysł. Wolę, żeby w moich wspomnieniach Moskwa pozostała tym czystym i przyjaznym miastem z czasów mundialu. Bo mnie do szczęścia wcale nie jest potrzebny obraz Moskwy prawdziwej, toczonej chorobami typowymi dla każdej wielkiej metropolii.

Facebook Comments