Odstup, Satane! czyli grudniowa Praga A.D. 2019

Adwent w Pradze w tym roku mało klimatyczny. Turystów jakby mniej, śniegu brak, a jarmarki takie na pół gwizdka mimo, że do świąt dwa tygodnie zostały.

Václavák w tym roku udekorowany w sposób szczególny. Bardziej niż światełka, bombki i świąteczne błyskotki uwagę przechodniów przyciągają napisy na chodniku. Żaden to performance, żaden street art. To głosy ludzi niezadowolonych z sytuacji politycznej w kraju. Bo czeski rząd jest dość specyficzny. Prezydent znany głównie z mało dyplomatycznych wypowiedzi. A premier… z przekrętów i korupcji.

Nie da się ukryć, że od dobrych kilku lat polityk Andrej Babiš jest cierniem w oku czeskiego społeczeństwa. Jeden z najbogatszych ludzi w Republice, biznesmen, były minister finansów, obecny premier. Podejrzewany o korupcję i defraudację publicznych pieniędzy. Mimo to bezkarny. Trudno się dziwić, że ludzie mówią „dość”.

W Pradze byłem dzień po wielkiej antyrządowej manifestacji na Placu Wacława. Z zaciekawieniem oglądałem pozostałości po protestach – liczne napisy na chodnikach, ławkach i murach. Napisy wykonane kredą. Bez agresji, bez wulgaryzmów. I kolejny raz dotarło do mnie jakim mądrym narodem są Czesi. Jasne, że mogli zrobić rozpierduchę na pół miasta. Niszczyć, dewastować. Skierować agresję przeciw sobie nawzajem. Tylko po co? Przecież szkody zostaną naprawione z publicznych czyli ich pieniędzy. To podejście tak różne od tego, co prezentują „polscy patrioci”, którzy przy byle demonstracji potrafią rozpieprzyć pół miasta. A i forma wyrażenia własnego zdania jakby inna. U nas bluzgi przy byle okazji, podszyte nienawiścią. Tam wszystko na spokojnie i rzeczowo. Można by rzec, pełna kultura.

Kiedyś dzieliła nas granica. Teraz dzieli przepaść – obyczajowa. 

Facebook Comments