Praga czy Budapeszt

Na napisanie tego tekstu miałem ochotę już dawno, ale jakoś nie wypadało. Po pierwsze, na blogu Pokochaj Czechy, który jest z założenia blogiem tylko i wyłącznie o Czechach nie chciałem mieszać tematów. Po drugie, szkalowanie Pragi w miejscu poświęconym wyłącznie Czechom to trochę jak sranie we własne gniazdo. Suplement powstał, jako blog o dość swobodnej tematyce, więc wreszcie mogę poruszyć ten temat. To jak, Praga czy Budapeszt?

Obydwa miasta znam więcej niż dobrze, obydwa bardzo lubię i darzę ogromnym sentymentem. Co nie zmienia faktu, że postrzegam je w zupełnie inny sposób. 

Jeśli dobrze pamiętam, to w moim życiu pierwszy był Budapeszt. W roku 1997 spędziłem tam 3 dni i z miejsca zakochałem się w tym mieście. Było pięknie, egzotycznie i ogólnie niesamowite. Żadne polskie miasto nie mogło się równać z Budapesztem. Żadne! Podobało mi się tam bardziej niż w Paryżu, który odwiedziłem pół roku wcześniej.

Rok później była Praga. Kilka dni spędzone w czeskiej stolicy utwierdziły mnie w przekonaniu, że z tym miastem raczej się nie polubię. Praga końca lat dziewięćdziesiątych była siermiężna i mocno zalatywała minionym ustrojem. Ludzie mało sympatyczni, jacyś tacy szarzy i nieprzystępni. Zdecydowanie nie moje klimaty, pomyślałem. O ile do Budapesztu starałem się wpadać choć na kilka dni każdego roku, tak do Pragi ponownie zawitałem dopiero w 2005 roku i to tylko z powodu Pendolino. Podczas jednodniowego wyjazdu okazało się, że Praga przez te kilka lat mocno się zmieniła. Ponieważ powoli zaczynałem łapać czeskiego bakcyla, dałem jej drugą szansę. I co? Walka Budapeszt vs. Praga trwa we mnie do dzisiaj.

Budapeszt

Urzeka mnie Dunajem. Żadne Sekwana, Tamiza, Wełtawa czy Moskwa. Żaden tam Bałtyk wlewający się pomiędzy wysepkami do Sztokholmu. Dunaj rządzi. Rządzi w Budapeszcie, bo na jego urok w Wiedniu czy Bratysławie jestem zupełnie odporny. Dunaj z Budapesztu czyni miejsce magiczne i jeśli ktoś nie potrafi tego dostrzec to cóż… no, współczuję. W dodatku Budapeszt to miasto bardzo stylowe. Taki był i taki pozostał, mimo debilnego ustroju niszczącego Węgry razem z resztą demoludów przez dziesięciolecia. Budapeszt jest CK z lekką domieszką orientu, Praga mocno europejska, ale pod pewnymi względami do bólu postkomunistyczna. Nic na to nie poradzę. Jest coś specyficznego w Budapeszcie. Nie wiem czy to klimat, czy powietrze, ale za każdym razem gdy tam jestem to czuję lekki dreszczyk emocji. Łaźnie w hotelu Gellért, żółta linia metra, Most Łańcuchowy, bulwary, tramwaje, Wyspa Małgorzaty nadają Budapesztowi niesamowitego smaczku retro. Dodaj do tego widok zachodzącego słońca obserwowany z pokładu statku pływającego po Dunaju, cudowną kuchnię i masz gotowy przepis na niezapomniane chwile.

Praga

Miasto w którym historię widać na każdym kroku, o ile tylko nie oddalimy się zbytnio od centrum. Miejsce cudownie przewidywalne, które nigdy nie zaskakuje w negatywny sposób. Kosmopolityczne, bardzo europejskie i nieco nudne. Niczym stary przyjaciel, którego bardzo lubię, ale momentami mnie nuży swoją przewidywalnością. W Pradze czuję się jak w domu, a korzystanie ze wszelkich dobrodziejstw jakie oferuje to miasto jest banalne i nie budzi żadnych emocji. W Pradze wiadomo czego się spodziewać i po kuchni, i po mieszkańcach, do tego bariera językowa praktycznie nie istnieje. W Pradze jedyny dreszczyk emocji przeżywam na myśl, że ktoś mógłby mi wykupić moje ulubione chlebíčky z rostbefem w Zlatým Křížu, i by zjeść swój przysmak skończę w hipsterskim Sisters.

Budapeszt

Miasto w którym można się wyciszyć, wyluzować i odpocząć. Masz ochotę bumelować cały dzień? Kupujesz za grosze bilet dobowy i jak dzień długi pływasz miejskim statkiem po Dunaju. Albo jedziesz na Wyspę Małgorzaty, kładziesz się na trawie i czytasz książkę. Zła pogoda? Idziesz do łaźni w Gellérta i na cały dzień zapominasz o świecie. Masz ochotę obeżreć się do rozpuku? Zaczynasz rano od pysznego śniadania w jednym z licznych bufetów, które daje energię by… dobrać się do kanapek w piekarniach w porze drugiego śniadania. Potem jesz obiad(y) w halach targowych, na deser idziesz do jednej z fantastycznych kawiarni. Kolacja? Idziesz w kurs po Király utca i okolicach, gdzie znajdziesz dziesiątki różnych lokali, serwujących od street foodu po wykwintną kuchnię. 

Praga

Miasto które ciągle pobudza mnie do działania. Mimo wielu cudownych parków nie potrafię usiąść tam dłużej niż na chwilę. Praga zmienia się jak w kalejdoskopie, co chwilę pojawiają się nowe knajpki i bistra, sklepy i sklepiki. Praskie zaułki kryją tyle tajemnic, że nie sposób odmówić sobie codziennych wielokilometrowych spacerów kompletnie bez celu, by upolować to, co wcześniej było nieznane. W dodatku chodzenie po ciemnych uliczkach w Pradze nie grozi żadnymi konsekwencjami, ponieważ czeska stolica jest tak bezpieczna, że aż nudna. W przeciwieństwie do Budapesztu, w którym w pewne miejsca lepiej nie zaglądać.

No dobrze, więc Praga czy Budapeszt?

Facebook Comments