Recenzja serialu Home Before Dark, Apple TV+

Serial Home Before Dark wyprodukowany dla Apple TV+ inspirowany jest historią Hilde Lysak, reporterki-dziecka, która rozwiązuje sprawę porwania nastolatka w małym mieście na zachodnim wybrzeżu USA. Nie jest to typowy serial kryminalny. Produkcja Apple przeznaczona jest dla całej rodziny.

Dziewięciolatka Hilde Lisko (Brooklynn Prince) przeprowadza się z rodzicami i rodzeństwem z Nowego Jorku do małego miasteczka Erie Harbor w stanie Washington. Erie Harbor to rodzinne miasto jej ojca, Matta (Jim Sturgess). Przeprowadzka jest wymuszona, ponieważ Matt, dziennikarz śledczy, został zwolniony i rodzina dłużej nie była w stanie utrzymać się w tak drogim mieście.

Niemal natychmiast po ich przyjeździe w miasteczku ginie jedna z mieszkanek, Penny Gillis (Sharon Taylor). Hilde ma wątpliwości, czy był to wypadek jak twierdzi miejscowa policja, czy raczej morderstwo. I zaczyna drążyć. Wkrótce odkrywa, że śmierć Penny może mieć związek ze sprawą porwania miejscowego chłopca Richeiego Fifea, które miało miejsce wiele lat wcześniej. Rzekomym porywaczem Richiego był Sam (Michael Greyeyes) brat Penny, skazany i osadzony w pobliskim więzieniu. Jednak dowody wskazują, że został kozłem ofiarnym, że względu na swoje pochodzenie, a faktyczny sprawca dalej przebywa na wolności.

Hilde rozpoczyna swoje własne dziennikarskie śledztwo, a o jego postępach ochoczo informuje w swojej gazetce The Magic Hour Chroncile, co wywołuje szok i zgorszenie wśród konserwatywnych mieszkańców miasteczka. Hilde natychmiast otrzymuje łatkę dziwaczki, co przyczynia się do braku popularności w szkole jej, oraz jej siostry Izzy (Kyle Rogers). Swoją działalnością Hilde podpada też dyrektorce szkoły, Kim Collins (Joelle Carter). 

Dość szybko okazuje się, że mieszkańcy miasteczka także do ojca rodziny, Matta pałają niechęcią, o czym dość szybko przekonuje się matka Hilde, Bridget (Abby Miller). Od miejscowej kelnerki dowiaduje się o związku Matta ze sprawą zniknięcia Richiego, który był jego najlepszym przyjacielem.

Śledztwo Hilde obnaża kolejne tajemnice miasteczka. Co i raz z szafy wypadają nowe trupy. Dość szybko okazuje się, że wielu szanowanych mieszkańców ma swoje sekrety. Do ich ujawnienia z wielkim uporem dąży mała Hilde, co chwilę pakując się w kłopoty.

Historia przedstawiona w tym serialu nie jest bardzo odkrywcza. Wydarzenia, które miały miejsce w Erie Harbor mogłyby nastąpić w każdym małym miasteczku, w dowolnym miejscu na świecie. Wątek powrotu po latach w rodzinne strony pojawia się w tylu amerykańskich filmach i serialach, że nie wiem, czy kogoś to jeszcze rusza. Układów i układzików w sferze miejscowych elit czy niesłuszne skazanie człowieka, bo był kolorowy… . Ot, życie.

Jednak jak na serial familijny przystało, ma on przekazywać pewne wartości. I robi to w nienachalny sposób. W Home Before Dark równie ważne co wątek kryminalny, są stosunki rodzinne Hilde. A rodzina Lisko to rodzina, o jakiej większość dzieci mogłaby jedynie pomarzyć. Rodzice, którzy wychowują dzieci w duchu tradycyjnych wartości i tolerancji. Troskliwi, ale nie nadopiekuńczy. Niejedna Madka Polka (mhm, madka) mogłaby się wiele z tego serialu nauczyć.

Pierwszy sezon Home Before Dark ma 10 odcinków i uważam, że to o 2 za dużo. Niektóre sceny się dłużą i są dodane nieco na siłę. Jednak serial ogląda się całkiem przyjemnie. Jednak w dużej mierze jest to zasługa świetniej gry aktorskiej, a nie błyskotliwego scenariusza. Prince i Sturgess tworzą wspaniały duet. Widać, że jest między nimi jakiś rodzaj chemii. Podczas oglądania wielokrotnie myślałem o głównej bohaterce „co za cholerna gówniara”, ale w istocie Hilde częściej wzbudza sympatię niż irytuje. Choć jest ponad swój wiek dojrzała emocjonalnie, nie jest typem „starej maleńkiej”. 

Zasiadając do oglądania Home Before Dark pamiętaj, że nie jest to dokument fabularyzowany ani relacja ze śledztwa. Owszem, serial jest inspirowany historią, która wydarzyła się naprawdę, ale trzeba go traktować z przymrużeniem oka. Nie możesz też zapominać, że jest to serial familijny, więc jeśli liczysz na sceny przemocy lub seksu to się rozczarujesz. Produkcja Apple jest doskonałym przykładem, że każdą historię można opowiedzieć kulturalnie. Zdjęcia nie wykraczają poza coś, co ja prywatnie nazywam Strefą Komfortu Apple. To miła odmiana po wielu popularnych serialach, w których drastyczne sceny są tak nadużywane, że przestają już na kimkolwiek robić wrażenie.

Facebook Comments